top news

najczęściej czytane
12829047815508621.jpg

data:

27.08.2010

rodzaj tekstu:

wywiad/artykuł/felieton

udostępnij  Podziel się na Facebook
wyślij link  wyślij link

„Tam byliśmy, tam i wino i miód piliśmy...”

- czyli Fuerteventura okiem zawodowca. Autorka: Beata Miller, dyrektor zarządzający Millos.pl.

Klienci przeglądając kolorowe katalogi z bajkowymi ofertami biur podróży, portali turystycznych i wszelkich touroperatorów, zwykle zastanawiają się czy to co mają przed oczami faktycznie odpowiada rzeczywistości. Zadają sobie pytanie czy wybierając daną destynację, wylądują naprawdę na piaszczystej plaży z palmami, w hotelu z klimatyzacją, przy eleganckim basenie... Długo szukają kompetentnych opinii, zanim klikną „rezerwuj” i przeleją z konta pieczołowicie gromadzone środki na upragniony urlop. Ale także pytają się nas, sprzedawców marzeń, o uczciwość naszych ofert.

I to właśnie rzetelność wobec naszych klientów, było głównym celem, który nam przyświecał. Ponieważ nam także, jeszcze przed podjęciem pracy w branży, zdarzyło się wrócić z nieudanych wakacji, kiedy nic nie było takie jak sobie wymarzyliśmy, kiedy miejsce okazało się pomyłką, a zdjęcia z folderów i obietnice organizatorów były dalekie od tego co zastaliśmy na miejscu.  Zrozumieliśmy jak ważne jest właściwe doradztwo przy wyborze wakacji i korzystanie ze sprawdzonych biur podróży.  A kluczem do sukcesu i do serc naszych klientów jest także sprawdzenie na własnej skórze tego co polecamy poprzez nasz portal Millos.pl.

Niczym licencjonowani agenci 007, co roku badamy różne destynacje, w przebraniu turystów. Wysyłamy naszych ludzi w najbardziej popularne zakątki świata i bez skrupułów zbieramy wrażenia. I oczywiście sami też podróżujemy.

Tego lata padło na jedną z Wysp Kanaryjskich, która być może z powodu egzotycznej nazwy, uplasowała się na pierwszym miejscu wśród wybieranych ofert – FUERTEVENTURA. Zdecydowaliśmy się na hotel Costa Calma Beach Resort.
Fuerteventura to hiszpańska wyspa położona we wschodniej części archipelagu Wysp Kanaryjskich. Jej powierzchnia wynosi ok. 1660 km2. Od lat 60 XX wieku stanowi jedną z najatrakcyjniejszych destynacji turystycznych. W zeszłym roku Unesco uznało ją za rezerwat biosfery.

Nasze pierwsze wrażenie po przylocie, to niezwykły księżycowy krajobraz z rozległymi przestrzeniami pokrytymi kamieniami i 500 metrowymi wzniesieniami. Drugim spostrzeżeniem, które nas uderzyło, to zadziwiająca ilośc kóz, które właściwie mogłyby stać się symbolem Fuerteventura!

Jednakże na odkrywanie wyspy czas miał nadejść później, byliśmy przede wszystkim ciekawi hotelu i obsługi. W końcu jesteśmy w pracy. Hotel Costa Calma Beach Resort położony jest tuż nad brzegiem Oceanu Atlantyckiego, posiada prywatną plażę z bezpłatnymi parasolami. Z przyjemnością stwierdziliśmy, iż na terenie jest dużo orzeźwiającej zieleni, skrywającej baseny, brodziki dla dzieci i bary. Hotel jest duży i położony na rozległym terenie, dzięki czemu goście dyskretnie korzystają z uroków słońca w różnych częściach ogrodu i plaży nie tłocząc się za sobą. Od razu zauważyliśmy także strefę wellness z masażami, do których wykorzystuje się słynne, miejscowe kosmetyki z aloesu.

Pokój, do którego nas skierowano był duży, czysty z przytulnie urządzonym tarasem... z bocznym widokiem na Ocean.... Upss! А przecież miał być pokój z bezpośrednim widokiem na błękit fal. Interweniowaliśmy od razu w recepcji. Niestety bez skutku, kierownik oświadczał przepraszająco, że „HOTEL IS FULL!” i nie ma możliwości zmiany lokum.  I pokoi z bezpośrednim widokiem na Ocean brak. Okazało się, że nie jesteśmy jedyni. Obok nas klient z Niemiec także spotkał się z odmową. Gdy próbowaliśmy wyjaśnić nieporozumienie, okazało się, że nie jest to wina organizatora, ale zarządzających hotelem. Na szczęście była to jedyna niezgodność w ofercie...

Miła i kompetentna obsługa na taresie resortu, zrekompensowała nam szybko pierwsze, kłopotliwe wrażenie. A że wiadomo, iż drugą sprawą, na którą turyści zwracają baczną uwagę, to wyżywienie, bo przecież „przez żołądek do serca”, udaliśmy się wprost na posiłek. I jako wytrwani smakosze, doceniliśmy świetną kuchnię, w której królowały ryby i owoce morza, a także duży wybór świeżych owoców do każdego posiłku.

Fuerteventura to raj dla miłośników sportów wodnych. Dla nas dużą atrakcją stanowiły : szkoła nurkowania (99€/dzień) oraz szkółka windsurfingu (deska z żaglem to wydatek rzędu 20€/godzina, przy opcji 10 godzin cena spada do 15€). Ta druga oddalona jest 400 m od hotelu, ale może pochwalić się bardzo dobrym sprzętem i świetnymi instruktorami, którzy co prawda mówią głównie po niemiecku, ale są bardzo komunikatywni ! Dzięki stałym wiatrom wiejącym na wyspie, surfować można praktycznie codziennie. Bardziej odważnym początkującym surferom polecamy także szkołę kitesurfingu przy Corralejo i szkółkę surfingu na „ Rapa Nui” w La Pared (44€/4 godziny), również z ofertą nauki pływania na desce dla od lat 8 (www.rapanui-surfschool.com ).

Będąc na Fuerteventurze trzeba koniecznie wypożyczyć samochód, aby zwiedzić wyspę. Wynajęcie auta to dzienny wydatek ok. 38€ za Fiata Polo lub  56€ ).  Postanowiliśmy swoją podróż zacząć od drogi na południe wyspy w kierunku Morro Jable, za którym znajduje się Park Narodowy Las Canadas del Teide z prawdziwie księżycowym krajobrazem. I tu koniecznie polecamy wypożyczenie jeepa, bo nagle droga asfaltowa zamienia się w kamienistą, wąską ścieżkę, biegnącą tuż nad urwiskami. Kończy się cywilizacja i kolejne 20 km, to istne skaliste pustkowie prowadzące do malutkiej wioski rybackiej i latarni morskiej na końcu skalnego cyplu. Niesamowite wrażenie wywiera widok morskich fal rozbijających się pod stopami stojących i podnóża klifu niewzruszonych wędkarzy. Patrząc na horyzont, czuliśmy się jak na końcu świata, z poczuciem, że dalej nie ma już nic. 

Jakże inaczej wyglądała droga powrotna, gdy zmieniał się krajobraz za oknem, gdy droga stała się znów wstęgą równego asfaltu, gdy wracaliśmy do cywilizacji. Zatrzymaliśmy się na chwilę w prawdziwej oazie zieleni – Oasis Park, w którym można podziwiać  m.in. żyrafy, rysie, foki i różnokolorowe ptaki.

Kolejną podróż odbyliśmy na północ Fuerteventura. Dotarliśmy tam do wydm z białego piasku – słynnego Parco Naturale Delle Dune, który ciągnie się wzdłuż wybrzeża. Po wulkanicznym krajobrazie z poprzedniej wycieczki, pustynne przestrzenie wydają się nierealne. Przemierzaliśmy drogę wzdłuż linii bielusieńkich plaż, w które z impetem wdzierały się nasycone błękitem fale Oceanu. To właśnie po drodze odkryliśmy wspomnianą już miejscowość Corralejo –  urocze miasteczko z małymi knajpkami na skraju morza. Polecamy znakomite tapas bary ukryte w głębi miasta z hiszpańską kuchnią. Warto także zahaczyć o największy Aguapark na wyspie.  Z Corralejo odpływają promy na pobliską Lanzarote i Lobos. A jeśli Wam czas pozwoli, polecamy zajrzeć do malowniczych miasteczek w głębi wyspy: Antigua, Betancuria i Pajara. Każde z nich jest jedyne w swoim rodzaju i gwarantuje moc wakacyjnych impresji. Jakże daleko jesteśmy od betonowych struktur codzienności!

Pobyt na wyspie Fuerteventura zaliczamy do bardzo udanych. Oferta spełniła nasze oczekiwania i dostarczyła tego, czego najbardziej oczekiwaliśmy po wypadzie wakacyjnym : wypoczynku i odkrycia nowych przestrzeni. Mogliśmy zarówno posmakować błogiego lenistwa na plaży, jak i zdobycia nowych sportowych umiejętności, a nasz album wakacyjny powiększył się o malownicze krajobrazy jakże inne od tego co do tej pory widzieliśmy.
 

1
Brak komentarzy.

Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany

 

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.

Portal nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

 

Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie zasady, zawiadom nas o tym

podobny news

ładowanie...